Kierująca się zasadami zrównoważonego rozwoju, klubokawiarnia Fu, to nowe miejsce na mapie Gdańska. Nie znajdziemy w niej produktów pochodzenia zwierzęcego. Działa bez naruszania praw człowieka z szacunkiem dla środowiska. O szczegółach realizacji i planach na przyszłość opowiada nam założycielka, Aga Sierac.
F5: Co to za biznes?
Aga Sierac: Chciałam stworzyć niezwykłą przestrzeń – coś więcej niż przystanek na kawę, miejsce o którym się mówi i do którego chce się wracać. Fukafe odrzuca produkty pochodzenia zwierzęcego. Łączy subtelną edukację ekologiczną, miłość do zwierząt, zasady świadomego konsumenta z promowaniem polskich produktów i fajnych ludzi. Staramy się aby dostępne u nas produkty były dobrej jakości, przemyślane, wyselekcjonowane, nieprzypadkowe. Chcemy znać ich pochodzenie i o ile to możliwe producentów. Chcemy obalić stereotyp ekologa jako osoby przypinającej się do drzew. Pokazać miejskiego ‘ekoluda’ i udowodnić że wprowadzenie do życia pewnych zmian, czy nawyków żywieniowych jest proste.
Skąd pomysł? Co Was zainspirowało?
Pomysł kiełkował od lat szczenięcych. Jest zlepkiem tego, co się we mnie kotłowało i zbierało – uwielbienie do zwierząt, szacunek do środowiska, słabość do dobrej kawy, czy polskich produktów oraz potrzeba edukacji i działania społecznego w sposób wykraczający poza przyjęte normy. Postanowiłam wymieszać wszystko co jest dla mnie ważne, z tym co chciałabym, aby powstało w mieście przepełnionym bylejakością, nastawionym na niemieckich turystów. Fu jest zlepkiem idei. Jest wiele miejsc w Polsce, których działania są nam bliskie i które są dla nas wzorem, niestety na Pomorzu jest pusto jak po wybuchu bomby. Na szczęście pomału się to zmienia.
Fukafe, fot. sikorskifoto.pl
Fukafe, fot. Paweł Miłosz, panoramy360.pl
Do kogo chcecie trafiać?
Do poszukiwaczy przygód i ciekawych doznań. Do realistów, broniących swoich przekonań, ale również patrzących na rzeczywistość z przymrużeniem oka. Do tych, co cenią dobre produkty. Do tych, co chcą się edukować, bo to co robimy to subtelna edukacja. Do tych, co poszukują nowych rozwiązań i mają dość trójmiejskiego rynku przesiąkniętego bylejakością i milionami turystów. Do świadomie wspierających zrównoważony rozwój, czy ceniących polskie produkty. Do świadomych konsumentów, do łowców trendów. Do wegan dla których trójmiejski rynek jest bezlitosny, artystów którzy mogą przybliżyć się do sztuki dłużej niż postanie chwilę przed obrazem, odetchnąć w artystycznym klimacie i do freaków kawowych.
Co jest w tym innowacyjnego?
Jesteśmy na pewno innowacyjni na skalę Trójmiasta – lokal 100%wege, w miejscu zaskakującym – stara kotłownia, z działającą od kilku lat galerią sztuki, ukryci, ale jednocześnie dostępni dla wszystkich. Trzeba się napocić żeby nas znaleźć, ale zapewniam że warto. Ludzie przychodzą do nas wiedząc, że jesteśmy Wege lokalem i chcą zjeść obiad – a fu jest klubokawiarnią. Chyba nie mieści im się w głowach, że rzuciliśmy się na głęboką wodę ryzykując Wege chillout i nie serwujemy jedzenia jako takiego. Nie ma u nas nocnych imprez. Jesteśmy raczej miejscem, które ma nastroić do nocnych szaleństw, zaprawić fajną kawą i dostarczyć cukier przed lub po weekendowych szaleństwach. To miejsce jest dla osób zmęczonych masową produkcją.
Jak przebiegała realizacja?
Pojawiła się możliwość pozyskania dotacji (wrzesień 2010). Ubrałam w słowa swoją małą utopię i po kilku etapach wybrano mnie do projektu. Szkoliłam się przez kilka m-cy utwierdzając w tym, iż to co było czymś nieosiągalnym może się spełnić bo ma ręce i nogi oraz podoba się innym. Po spisaniu biznesplanu i przebyciu szkoleń wybrano mój projekt i otrzymałam dotację. Potem pojawiły się problemy z lokalem, bo okazało się że trójmiasto to ewenement – brak jakichkolwiek, a jak są to za kwoty porażające. Rynek zdominowany przez kilku graczy. Zawisła groźba utraty dotacji i porzucenia tego wszystkiego. Pojawiła się możliwość modyfikacji pomysłu i skorzystania z lokalu, a raczej jego części w galerii sztuki współczesnej znajdującej się w starej kotłowni i jakoś się udało.
Jak widzicie swój biznes za 5 lat?
Ciężko stwierdzić co będzie za rok, a co dopiero dalej. Nasze funkcjonowanie póki co ogranicza się do września tego roku – do tego momentu mamy umowę na lokal. A co będzie dalej? Już dziś intensywnie myślimy. Są plany fajnego rozwoju, ale wszystko zależy od tego co przydarzy się po drodze. Wiele zależy od naszych aktualnych i przyszłych gości, osób z którymi współpracujemy (divadlo – meble autorskie, Gelati Giuseppe) i będziemy współpracować oraz wielu innych zmiennych. Bo tak naprawdę jedyne co stałe to zmiana.
Jak się promujecie?
Nie mamy na to czasu. Posiłkujemy się Facebookiem. Marketing szeptany czyni cuda. Przychodzą do nas znajomi znajomych itd, którzy są zachwyceni obsługą, miejscem, ofertą. Rozprzestrzenia się informacja o fu jako fajnym miejscu gdzieś w centrum. Gdzieś obok szlaków turystycznych, 5 min. od dworca, 2 min. od przelotówki łączącej go z ul. Długą. Obok wielkiego bunkra, między blokami. Trzeba szukać, albo włączyć GPS. Wiemy, że lokalni, o których myśleliśmy i dla których chcieliśmy stworzyć to miejsce wiedzą już o nas, ale jakoś jeszcze do fu nie trafili. Trafiają za to przyjezdni poszukujący.
Fukafe, fot. sikorskifoto.pl
Fukafe, fot. sikorskifoto.pl