OKIENKO to kolejne, nowe miejsce na mapie Warszawy. Wyjątkowe bo oferuje belgijskie frytki z sosami własnej receptury. O pomyśle na frytkowy biznes opowie nam właścicielka, Zuzanna Sterzycka.
F5: Co to za biznes?
Zuzanna Sterzycka: To nie biznes, tylko OKIENKO, a w OKIENKu podajemy frytki belgijskie i jak na razie to jest nasz flagowy produkt. Oczywiście od rana parzymy dobrą kawę i smażymy do niej świeżuteńkie pączki, a wkrótce będziemy robić kanapki i piec ciasteczka. Wszystko w bardzo przystępnych cenach. Dlatego nie myślimy o tym miejscu jak o ‘biznesie’. To jest nasze OKIENKO i z niego do Was wyglądamy i staramy się w miarę naszych możliwości trochę Was uszczęśliwić.
Skąd pomysł? Co Was zainspirowało?
Bardzo lubimy frytki i nie znamy nikogo, kto by ich nie lubił. Nikomu nie chce się robić ich w domu, a wszędzie tam gdzie można je kupić są sprzedawane jako dodatek i są bardzo kiepskiej jakości. Postanowiliśmy zmienić tę sytuację i podawać dobre, prawdziwe frytki, a jeśli prawdziwe, to belgijskie, bo stamtąd przecież pochodzą. Do tego stworzyliśmy całą gamę sosów, bo to nie prawda, że Belgowie jedzą tylko z majonezem. Oczywiście byliśmy w Belgii nie raz i zajadaliśmy się oryginalnymi frytkami w Antwerpii, Brukseli i Brugii. Podglądaliśmy i podpytywaliśmy. Po powrocie chcieliśmy zjeść takie w Warszawie. Okazało się, że nie ma gdzie. Są dwa, może trzy miejsca, ale żadne z nich nie przypomina belgijskiej frytkarni.
Do kogo chcecie trafiać?
W przypadku frytek to o tyle proste pytanie, że wszyscy je lubią, więc chcemy trafić do wszystkich! Chcemy, żeby było to miejsce przyjazne dla każdego. Miejsce, przy którym można się zatrzymać na 5-10 minut w ciągu dnia i podarować sobie tę chwilę, zwolnić. Wypić dobrą kawę, zjeść pysznego, świeżego pączka czy babeczkę, porozmawiać, złapać frytki w drodze do Małego Piwa albo zjeść świeżą kanapkę na śniadanie. To jest taki mały azyl dla każdego, kto jest akurat w okolicy, przechodzi, przejeżdża. Chcemy by zatrzymał się na jedną chwilę, żeby zapomnieć o stresie i obowiązkach. Przy OKIENKU czas płynie o wiele milej.
Co jest w tym innowacyjnego?
OKIENKO jest miejscem jak nazwa wskazuje ‘na wynos’. Ta formuła została w Warszawie zmonopolizowana właściwie przez kebab. Naszym zdaniem to bardzo fajny sposób, żeby coś szybko zjeść, ale też spotkać się ze znajomymi, zjeść razem i pójść dalej. W piątki i soboty jesteśmy otwarci do północy, a latem będziemy otwarci do samego rana. To miejsce na trasie warszawskich imprezowni, między jedną a drugą imprezą można wpaść na frytki i jechać dalej. OKIENKO to lokal pozytywny. Sprzedajemy smaczne, niedrogie produkty w szybki sposób.
Jak przebiegała realizacja?
Zaczęliśmy o tym poważnie myśleć w styczniu 2011. Mieliśmy nadzieję otworzyć do wakacji. Pół roku szukaliśmy odpowiedniego lokalu. We wrześniu zaczęliśmy remont. Od tamtego czasu uporaliśmy się z całą masą problemów, o których istnieniu nie mieliśmy bladego pojęcia, ale udało się. Miejsce jest nadal niewykończone i czekamy jeszcze na sprzęty, elementy wystroju itd.
Jak widzicie swój biznes za 5 lat?
Działamy dopiero od dwóch tygodni. Trudno powiedzieć co będzie za pięć lat. Nasze podejście jest takie, że będziemy obserwować uważnie co się dzieje, jakich zmian wymaga to miejsce i będziemy je wprowadzać. Chcemy przede wszystkim, żeby OKIENKO było tak dla nas jak i dla naszych klientów - wspaniałe. A nam się podoba i lubimy je. Wkładamy dużo miłości w ten lokal, a jak mawia nasz serdeczny przyjaciel ‘Miłość zwycięża’…. Może kiedyś OKIENEK będzie więcej. Zobaczymy.
Jak się promujecie?
Jeszcze nie zaczęliśmy nawet o tym myśleć. Najzwyczajniej w świecie nie mamy kiedy! Naszą podstawową strategią marketingową jest podawanie dobrych rzeczy. Pierwszego dnia napisaliśmy na naszym facebooku, że nieśmiało zapraszamy na pierwsze frytki i w niespełna pięć godzin sprzedaliśmy wszystko!